Instapaper czyli stara miłość nie rdzewieje

Instapaper - czytaj później

To stare powiedzenie przypomniało mi się, gdy zastanawiałem się po raz kolejny nad systemem zapamiętywania, przechowywania i katalogowania różnych ciekawych tekstów. Przeanalizowałem moje pomysły i doszedłem do wniosku, że najlepszy był stary, używany przeze mnie ponad 4 lata temu, oparty na… Instapaper.

Gdy ponad 4 lata temu (a może nawet więcej?) zacząłem używać Instapaper był on wówczas dla mnie rozwiązaniem problemu, jakiego dzisiaj chyba nikt nie ma: usunięcia z internetowych artykułów całego śmiecia w postaci reklam, ikon, przycisków itp. rzeczy. Miało to dla mnie ogromne znaczenie, bo jako świeżo upieczony posiadacz czytnika Kindle chciałem jak najwięcej tekstów na nim czytać.

Instapaper był wówczas jednym z pierwszych i chyba najskuteczniejszym narzędziem do wykonania takiej operacji. Gdy na moim koncie w Instapaper przeglądam stare rzeczy, które tam się znajdują, to widzę jak dużo wówczas z niego korzystałem.

Szybko pojawiła się też idea by użyć go do przechowywania ciekawych artykułów, które kiedyś mogą się przydać. Co prawda system katalogowania sprowadzał się do zakładania (kolejnych) folderów, ale działał jako tako. Z czasem zacząłem przyglądać się konkurentom jak Readability czy Read me Later (obecnie Pocket). Wszystkie one miały swoje „5 minut” w moich komputerach i innych urządzeniach i… wszystkie po jakimś czasie porzucałem, przeważnie dla jakiejś nowej usługi, która wydawała się być tym co jest mi potrzebne. W efekcie część rzeczy mam rozproszone i właściwie już nie do odzyskania, albo inaczej, do odzyskania, ale za cenę poświęcenia sporej ilości czasu.

Ostatnio zacząłem się zastanawiać czy taka strategia konika polnego, skaczącego od serwisu do serwisu, ma sens? Czy czasem nie robię sobie większej krzywdy, nie marnuję czasu na poznawanie nowych narzędzi, zamiast skupić się nad organizacją i lepszym wykorzystaniem tych, które używałem. Wtedy właśnie przypomniałem sobie o Instapaper z którego zawsze byłem zadowolony i o którym do teraz ciepło myślę ilekroć go wspominam.

Dumając tak sobie dlaczego wolę jednak Instapaper od np. Pocket, który ma przecież więcej możliwości doszedłem do kilku wniosków, które zamierzam wykorzystać w porządkowaniu mojej komputerowo-internetowej skrzynki z narzędziami:

  • Proste i nieskomplikowane jest najlepsze. Dlaczego zwykły pilot do telewizora jest lepszy od programowalnego wszystko-w-jednym-monstrum? Bo zwykły pilot jest banalnie prosty zarówno w oferowanych funkcjach jak i w wewnętrznej konstrukcji. Dlatego ZAWSZE działa i nie trzeba kilkanaście sekund myśleć czy zaglądać do podręcznika by go użyć. Podobnie jest z Instapaper. To jest proste narzędzie, które posiada kilka funkcji, sprowadzających się do jednego: czytania tekstu.
  • Brak rozpraszaczy. Wyobraź sobie, że po włączeniu telewizora czy radia, urządzenie mówi do Ciebie: hej gościu, może byś przesłał na Twittera czy Facebooka link do tego co oglądasz?  Niefajne, nie? No własnie, a w przypadku niektórych narzędzi tak dokładnie jest. Dlatego cenię sobie prosty przekaz: rób to do czego to narzędzie ma Ci służyć. Nierób z młotka sokowirówki. No i tak korzystam z Instapaper.
  • Rozsądny model płatności. Nie mam oporu za płacenie za treści czy usługi w internecie. Tym bardziej, jeśli usługa czy treść jest dla mnie użyteczna, a sama opłata jest też wyrazem wsparcia dla autora. Tak było u mnie w przypadku Instapaper. Płaciłem za niego – wówczas 1 USD miesięcznie nie dlatego by nie mieć na ekranie małego banerka reklamowego, tylko bo,  było to niewiele za pracę twórcy Marco Armenta.  Dzisiaj co prawda Instapaper nie należy już do twórcy (został sprzedany) a i cena uległa zmianie, ale po miesiącu rozważę czy w ramach wsparcia nie zacząć za niego płacić.
  • Tylko artykuły i tylko niektóre (specyficzne dla Instapaper). Moje doświadczenia z innymi tego typu serwisami pokazały mi, że multimedialność, która na pierwszy rzut oka jest fajna, w praktyce – przynajmniej przeze mnie – jest rzadko wykorzystywana. Mówiąc wprost: rzadko sięgałem do wideo, które gdzieś tam sobie zapisałem, praktycznie nie używałem zdjęć czy galerii, które kazałem zapamiętać. Może dlatego, że multimediów nie mogę tak przeszukać jak to ma miejsce w przypadku tekstu? Nie wiem, ale wiem jedno: głównie korzystam z treści w postaci tekstu i dlatego lepsze będzie narzędzie, które pozwoli mi dodawać TYLKO tekst pisany. Nie będzie kusiło :-). Przekonałem się też, że większość rzeczy, które kiedyś zapamiętałem, bo mogą się przydać, albo nigdy nie użyłem, albo się zdezaktualizowały. Stąd prosty wniosek: przechowywać mniej i  tylko to co jest w jakiś sposób ponadczasowe.

Powrót do starej miłości – Instapapera to pierwszy krok w zmianach w mojej skrzynce narzędziowej. Następnym będzie porządek w Chmurze czyli najprawdopodobniej przydzielenie serwisom oferującym miejsce w chmurze konkretnych zastosowań.

Tyle na dzisiaj, dziękuje za poświęcony czas. Komciować można na dole, albo bezpośrednio na moim tajmlajnie @dziennikarz