Paywall Gazety Wyborczej. Trzymam kciuki by się udało

Nie ma chyba dzisiaj w Polsce dziennikarza (oprócz ideologicznie nienawidzących Agory), który by nie trzymał kciuków za powodzenie wprowadzenia metrycznego paywalla przez Gazetę Wyborczą. Osobiście wierzę, że paywall się uda i co więcej zapoczątkuje naturalny ruch do podziału treści i internautów na dwa różne światy.

Czytaj dalej Paywall Gazety Wyborczej. Trzymam kciuki by się udało

Gdzie są Wasze standardy?


Latoś temu przyszedł do mnie ksiądz po tzw. kolędzie. Zapytał: a co synu robisz?
– jestem dziennikarzem – odparłem
Pracujesz w prasie katolickiej? – zapytał?
– nie, w Gazecie Wyborczej – odpowiedziałem wiedząc, że zaraz będą tzw. jaja. No i były. Ksiądz wstał, rzekł: czego to człowiek nie zrobi dla pieniędzy i wyszedł.
Czytaj dalej Gdzie są Wasze standardy?

Tam drogo a tu dużo

Cennik Ernesta Hemnigwaya (nie, nie. To nie był raper z NY :-)) był dość prosty: 1 dolar za słowo. Nikomu wówczas tak dobrze nie płacili. Jakaś Kim Kardashian (kto to ku… jest?!) dostaje 10 tys. dolczyków za jednego twitta, czyli jak się bardzo namęczy i zrobi 140 znakowego to ma 71 tys. za jedną literkę.

Czytaj dalej Tam drogo a tu dużo

Microsoft sam nie zje i Googlowi nie da

LiveSearch
Microsoft w końcu się obudził i zaczyna próbować walczyć z Google uderzając w czułe miejsce konkurenta – wyszukiwanie pod kątem zakupów. LiveSearch Cashback to nowość, którą nie tyle chce konkurować z najpopularniejszą wyszukiwarką na świecie, ale przede wszystkim uszczuplić jej atrakcyjność i przychody. Czytaj dalej Microsoft sam nie zje i Googlowi nie da

Źle się dzieje w bulwarówkach

Wypadek z udziałem „jakiejś” megagwiazdy dziennikarstwa motoryzacyjnego Macieja Zientarskiego jest jeszcze jednym dowodem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Wczoraj na zakupach między marchewką a kurczakami natrafiłem na Super Express albo Fakt – niewielka pomyłka, bo obydwa dzienniki reprezentują poziom zbliżony i tej samej wysokości.

Wzruszyłem się lekturą tekstu o tym jak to obywatele oddają krew dla Zientarskiego. Czegoś mi jednak brakowało w tym tekście, coś zgrzytało. A już wiem: tytuł! Nie było takiego jak: „Półmózg za kierownicą”, albo „Dewiant” (tytuł pierwszy z brzegu w internetowym wydaniu SE).

Nieco to dziwne w przypadku gazety, która z byle czego potrafi zrobić kosmiczny tytuł i sensacyjny tekst. Nie, nie mam do nich pretensji, taki mają „dżob”. No ale tu wyraźnie okazało się, że po wszystkich można jechać jak po łysym koniu tylko nie po swoich kolegach, który jadąc miejską ulicą z olbrzymią prędkością wykazali się szczególną głupotą

Generalnie po wypadku sporo „cudów”. Na przykład PZU to ma szczęście: no tak się akurat stało, że kampania z udziałem Zientarskich miała być do końca lutego. No co za szczęście! Prawdopodobny pirat drogowy nie będzie namawiał ludzi do ubezpieczania i opowiadał o „emocjach”.

A tak swoją droga: udział dziennikarzy w reklamie to obrzydlistwo. Rozumiem gdyby reklamowali produkt nie związany z ich pracą np. pralki, ale reklama firmy ubezpieczeniowej o której usługach za chwilę być może będą się wypowiadać…

Eeech….

Fot. lukaszw na licencji CC Uznanie Autorstwa